Wszedłem do sali spodziewając się tego, że zobaczę Sarę leżącą w łóżku. Dlatego zdziwiło mnie to, że siedziała na rogu posłania zakładając buty.
-Co robisz ? Miałaś leżeć. -Powiedziałem.
-Nie zamierzam siedzieć w tym szpitalu. -Stwierdziła wstając, ale od razu usiadła.
-Widzisz ? Nie jesteś jeszcze w pełni sił. Powinnaś odpoczywać. -Spróbowała i tym razem udało jej się utrzymać równowagę. Zaczęła iść w kierunku wyjścia, czyli do mnie.
-Nie będziesz mi rozkazywać. -Powiedziała otwierając drzwi. Na korytarzy nie było nikogo. Złapałem ją za nadgarstek.-Co ?
-Ja przepraszam nie wiem dlaczego się z nią umówiłem. Proszę wybacz mi. Nie mogę bez ciebie żyć rozumiesz ? Wiem, że znamy się trzy dni, ale dla mnie to najpiękniejsze dni w całym moim życiu. Ja przepraszam za wszystko, za to, że przeze mnie jesteś w szpitalu. Ja rozumiem, że jest ci ciężko...
-Nie. Nic nie rozumiesz. To nie twój tata wyprowadził się, gdy dowiedział się, że się urodzisz. To nie twoja mama umarła jadąc na twój mecz. Rozumiesz ? Ja nie mam nikogo, kto by mnie kochał. Jestem sama. Myślałam, że ty mnie kochasz, że będę miała w kimś oparcie, ale jednak się myliłam.-Podczas całej wypowiedzi płakała. Ja po prostu ją przytuliłem. Starała się wydostać z mojego uścisku, ale ja jeszcze bardziej go wzmocniłem.
-Ja naprawdę cię kocham. Możesz liczyć na mnie w każdej sytuacji. Naprawdę przepraszam. Obiecuję, że się tobą zaopiekuję. Proszę wybacz mi.
-Wybaczam.-Powiedziała szeptem. Spojrzałem w jej oczy. Było widać w nich smutek, ale również zaufanie.-Też cię kocham.-Pocałowałem ją. Tak mi tego brakowało.-Proszę zabierz mnie stąd.
-To poczekaj tu chwilę.-Oderwałem się od niej i wyszedłem kierując się w stronę gabinetu.-Dzień dobry. Sara chciałaby się wypisać.
-Rozumiem. Jest taka możliwość, ale nie powinna.-Lekarz na chwilę oderwał wzrok od papierów i spojrzał na mnie.-Jest bardzo osłabiona. Takie omdlenia mogą się jeszcze zdarzyć i wydaje mi się, że powinna być pod stałą kontrolą lekarzy.
-Nie może tu zostać. Jej mama umarła w szpitalu. To po prostu łamie jej psychikę.
-No dobrze. Zaraz przyniosę wypis. Tylko proszę, żeby odpoczywała. Najlepiej, żeby tylko leżała w łóżku. Na razie zero jakiegokolwiek wysiłku.
-Oczywiście. Zajmę się nią najlepiej jak potrafię.
-Dobrze zaraz przyjdę do sali.-Wróciłem do mojej ukochanej. Siedziała na łóżku gapiąc się w ścianę. Z pod jej powiek wypływały łzy. Usiadłem obok niej sadzając ją sobie na kolanach. Po chwili do sali przyszedł lekarz.
-Proszę oto wypis i leki, które musi pani zażywać. Gdyby coś się stało, to proszę do mnie przyjść.-Sara uśmiechnęła się tylko lekko i pokiwała głową. Wziąłem ją na ręce i wyszliśmy ze szpitala. Siedliśmy na ławce przed budynkiem. Zadzwoniłem po taxi. Po 5 minutach przyjechała. Wsiedliśmy do środka i w ciszy przebyliśmy podróż. Gdy wysiedliśmy Objąłem ją w pasie mocno do siebie przyciągając. Wsiedliśmy do windy. Zaprowadziłem ją do jej pokoju. Wziąłem ją na ręce kładąc na łóżku. Przykryłem ją kocem siadając na rogu posłania.
-Chcesz coś do picia, lub do jedzenia.
-Nie. Chcę, żebyś się położył obok.-Powiedziała poklepując miejsce obok. Zrobiłem jak chciała, a ona wtuliła się we mnie.-Dziękuję.
-Kocham cię okruszku.-Powiedziałem całując jej czoło.
-Ja ciebie też słoniku.-Spojrzałem na sią zdziwiony.-Jak ja będę okruszkiem, to ty będziesz moim słonikiem.-Zaśmiała się, a ja razem z nią.-Dobranoc.
-Raczej dzień dobry hahaha. Jest 5 rano. Śpij dobrze.
*Sara*
Świetnie jest budzić się w ramionach chłopaka którego się kocha spojrzałam na jego twarz. Tak ślicznie wygląda gdy śpi. Postanowiłam zrobić nam naleśniki na śniadanie. Poszłam do kuchni, która była oddzielona od salony tylko niskim murkiem. Zmieszałam składniki i zaczęłam je robić w połowie smażenia do kuchni wpadł Tomson. Podszedł do mnie i złapał w talii. Dał całusa w policzek.
-Miałaś odpoczywać.-Powiedział podnosząc mnie i zaniósł mnie do sypialni, położył na łóżku.
-Nie jestem małą dziewczynką. Poradzę sobie. Nie mogę nic nie robić.
-Wiem, że ci trudno, ale się o ciebie martwię.-Pocałowałam go namiętnie w jego soczyste wargi. Nagle mi się coś przypomniało.
-Naleśniki !-Powiedziałam zrywając się z łóżka. Jednak Tomek złapał mnie w pasie kładąc z powrotem na łóżku.-Tomek zostaw mnie.
-Ja je dokończę.-Powiedział wychodząc z pokoju. Minęło 5 min a dla mnie to jak wieczność. Wstałam i poszłam do kuchni. Tomson był zajęty smażeniem naleśników, więc mnie nie zauważył. Podeszłam do niego przytulając się do jego pleców.
-Sara. Do łóżka, już .-Powiedział głośno, ale delikatnie.
-Nudziło mi się.-Powiedziałam całując go po ramieniu mając nadzieję, że to go zmiękczy
-Rozpraszasz mnie.-Uśmiechnęłam się nie przestając.-No dobra możesz zostać. Tylko siadaj przy stole. Zaraz będą gotowe.
-To ja zrobię kawę.-Podeszłam do expresu.
-Siadaj, zaraz zrobię.
-No weź. Dobrze się czuję.
-Nie. Siadaj.-Powiedział stanowczym głosem.
-Nie
-Tak-Nie
-Tak
-Nie
-Tak-Nie
-Nie
-Tak. Kurde zawsze się na to nabieram.
-Tak więc siadaj.-Zrobiłam to co kazał obserwując jego ruchy.-Co się tak patrzysz ?-Uniósł jedną brew do góry czym mnie rozśmieszył.
-Mam przystojnego chłopaka, więc chyba mogę się na niego patrzeć.
-Powiedziałaś przystojnego ?
-Tak i na dodatek zajebistego. Cieszę się , że cię mam.
-Ja cieszę się bardziej.-Powiedział kładąc ostatniego naleśnika na talerzu.-Z czym chcesz ?
-Mam mały wybór, bo wczoraj miałam zrobić zakupy.
-To poczekaj. Zaraz wracam.-Powiedział i wyszedł z pokoju. Co on kombinuje ? Postanowiłam, że w tym czasie zrobię kawę. Kiedy stawiałam kubki na stole Tomek wszedł do pomieszczenia z bitą śmietaną, truskawkami, jagodami, nutellą i cukrem pudrem.
-Skąd ty to masz ?
-Wziąłem z restauracji. Ale ty jesteś uparta.
-Ale co ?-Spojrzał na kawę.-No bez przesady. Nie jestem niedorozwinięta. Kawę mogę zrobić.
-No dobrze.-Powiedział całując mój policzek.-To co. Jemy ?-Ja zrobiłam sobie z truskawkami i bita śmietaną, a mój ukochany z jagodami.
-Chcesz spróbować mojego ?-Pokiwał głową na tak. Włożyłam mu kawałek do buzi brudząc go trochę bitą śmietaną. -Hahaha. Masz wąsy jak dziadek mróz.
-Bardzo śmieszne. -Wziął chusteczkę chcąc wytrzeć twarz, ale zatrzymałam jego rękę i pocałowałam go w brudne miejsce zlizując bitą śmietanę.-Hmm... Daj mi jeszcze kawałek Hahaha.
-Marzenie hahaha.
------------------
:) Jak pisałam wczoraj jest kolejny. Dzisiaj podwyższam wymagania
3 komentarze= rozdział 11
Dawaj kolejny :) świetnie piszesz
OdpowiedzUsuńSuper :) Czekam na kolejny;)
OdpowiedzUsuń