niedziela, 26 lipca 2015

Rozdział 9

*Sara*
#W hotelu#
-Dobra to ja idę po swojego longboarda spotkamy się przed wejściem.-Powiedziałam całując Tomsona w policzek. Wzięłam deskę z pokoju i ruszyłam do wejścia.
-Ale zajebisty.-Powiedział oglądając moją deskę .

Never Summer Concept Longboard Complete
-Hahaha. Przecież masz takiego samego.
-No wiem, no ale przyznaj. Jest zajebisty.-Zaczęliśmy się głośno śmiać.-To co jedziemy ?- Zapytał uśmiechając się szeroko.
-Jasne.-Jeździliśmy dosyć długo. Była może już 2 lub 3 nad ranem. Postanowiliśmy na chwilę odpocząć i usiedliśmy na ławce pod sklepem.
-Poczekaj chwilę. Pójdę tylko po coś do picia. Chcesz coś ?- Zapytałam. Strasznie chciało mi się  pić, a była tak fajnie, że nie chciałam się wcześniej zatrzymywać
-Wodę.-Powiedział z uśmiechem. Gdy wróciłam zobaczyłam, że obok Tomsona,  na moim miejscu siedzi jakaś cycata farbowana blondynka. Widać było, że flirtuje z MOIM chłopakiem. Usiadłam po jego drugiej stronie. Nawet mnie nie zauważył.
-To co masz ochotę na kawę jutro ?-Zapytała blondi.
-Jasne. To co o 20.-Że co ? Powiedzcie mi, że on się z nią nie umówił.
-Ok.
-Hg-Zakaszlałam. Tomson się do mnie odwrócił. widać było w jego oczach zdenerwowanie i strach???-Twoja woda.-Powiedziałam kładąc butelkę na ławce.-Miłej zabawy.-Powiedziałam. Wzięłam deskę i pojechałam.
-Sara poczekaj !-Zaczął za mną wołać. Zauważyłam, że stanął na desce i zaczął za mną jechać, więc przyspieszyłam.-Poczekaj proszę.-Był coraz bliżej. Na moje nie szczęcie przede mną była ulica i czerwone światło,  dlatego musiałam się zatrzymać.-Proszę posłuchaj.-Podszedł do mnie chwytając mnie za rękę. Wyrwałam ją.
-To ty posłuchaj. Jesteśmy  razem od paru godzin, a ty już flirtujesz i umawiasz się z inną. Jeżeli tak ma wyglądać nasz związek, to wolę tego w ogóle nie zaczynać.-Powiedziałam biorąc deskę pod pachę i przeszłam przez przejście. Nagle zakręciło mi się w głowie i upadłam na chodnik.

*Tomson*
Zachowałem się jak idiota. Nie mam pojęcia dlaczego to zrobiłem. Nie zasługuję na nią. Jej ostatnie słowa były jak nóż w moje serce. Nie wiedziałem co powiedzieć. Po prostu stałem jak słup. Ogarnąłem się dopiero, gdy zobaczyłem, jak upada. Od razu do niej podbiegłem i zadzwoniłem po karetkę. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem na ławkę. Położyłem sobie jej głowę na kolanach. Pierwsze łzy zaznaczały ślady na moich policzkach, a później kolejne i kolejne. Gdzie jest ta karetka ?
-Proszę.-Wyrwał mnie głos małej dziewczynki. Miała ona może 5-6 lat. Przyniosła ona nasze deski.
-Dziękuje naprawdę.
-Połóż jej nogi wyżej i sprawdź tętno. Moja mama jest lekarką.-Zrobiłem co kazała. Tętno było spokojne. Powoli zwalniało.
-Sara. Proszę obudź się. Przepraszam. Na prawdę tego nie chciałem naprawdę.-Zacząłem po prostu płakać. W oddali widziałem błysk flesza, ale w tamtym momencie nie obchodziło mnie to. Najważniejsza była w tym momencie tylko ona. Ta mała osóbka, która przez te parę dni rozkochała mnie w sobie,  że nie wyobrażam sobie życia bez niej. Nigdy nie wierzyłem, że istnieje miłość od pierwszego wejrzenia, ale kiedy ja zobaczyłem pierwszy raz jak szła brzegiem morza w mojej głowie zaczęły powstawać plany nasze na przyszłość... No w końcu przyjechali.
-Co się dokładnie stało  ?-  Zapytała sanitariuszka, kiedy inni kładli moją dziewczynę na noszach.
-Po prostu szła i nagle upadła.
-Jest pan z rodziny ?
-Jestem jej chłopakiem.

-Przykro mi, ale nie może pan z nami jechać.
-To przynajmniej powiedz do jakiego szpitala  ją zabieracie
-Na ul. Akacjową. -Zamknęła drzwi karetki i odjechali. Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Barona.
-Halo ?-Odebrał zaspanym głosem.
-Bierz samochód i przyjedź tu. Zabrali Sarę do szpitala.
-Daj spokój człowieku. Jest środek nocy, a ty sobie żarty robisz.
-Alek  błagam przyjedź tu. Ja nie wiem co się dzieje.-Powiedziałem. Glos mi się załamywał.-Proszę,
-Ty mówisz serio ? Gdzie jesteś ?
-Koło tego sklepu, gdzie dwa dni temu byliśmy na piwie.
-Dobra. Zaraz będę.-Usiadłem na ławce i zacząłem płakać z bezradności. Po paru minutach n chodnik obok mnie wjechał Alek.
-Wsiadasz, czy nie ?-Szybko ruszyłem do jego samochodu. Wrzuciłem longboarda na tylnie siedzenia.- Na jaką ulice.
-Na Akacjową. Tylko błagam szybko.-Jechaliśmy 5 min.-Dzięki stary odwdzięczę się kiedyś.
-Idę z tobą.-Weszliśmy do środka i podeszliśmy do lady.
-Przepraszam. Przywieziono tu moją dziewczynę jakieś 15 min temu. Sara Kopeć.
-Chodzi o tą co zemdlała ?
-Tak.
-A jest pan z rodziny ?
-Jestem jej chłopakiem.
-Przepraszam, ale nie mogę ci nic powiedzieć. Przykro mi.
-Ona nie ma rodziny ok ? Jestem dla niej jedyną osobą.  A poza tym chciałem jej się dzisiaj oświadczyć.
-No dobrze. Jest w sali 305 . Na trzecim piętrze. Jest tam lekarz, on wam odpowie na wszystkie pytania.-Od razu pobiegłem do windy. Baruś oczywiście za mną.
-Ty naprawdę chciałeś się dziś oświadczyć ?
-Nie. Po prostu inaczej by mi nic nie powiedziała. Ale może kiedyś.-Drzwi windy się otworzyły, a ja wystrzeliłem jak z procy szukając tej sali. Akurat wychodził z niej lekarz.
-Co z Sarą ?-Zapytałem go od razu
-A jest pan z ro..
-Tak-Kto to sprawdzi
-Jest osłabiona. Miała wstrząs mózgu, tylko zastanawiam się dlaczego. Od takiego upadku rzadko występuje.

-Dostała przed wczoraj drewnianym frisbee w głowę
-No dobrze.-Powiedział zapisując coś w papierach.
-Można do niej wejść ?
-Tak, tylko  proszę jej nie męczyć. Powinna odpoczywać.
-Oczywiście, dziękuję-Posłałem mu lekki  uśmiech i ruszyłem w kierunku jej sali, ale stanąlem przed drzwiami.
-Nie wchodzisz ?-Zapytał się Baron
-Nie wiem. Pokłóciliśmy się dzisiaj. Słyszała jak umawiam się z inną.
-Idiota. Ale i tak masz tam wejść. Nie po to jechałem tutaj na złamanie karku, na kacu w dodatku, żebyś ty teraz cyrki odstawiał. Wejdź i przepraszaj na kolanach. Taka dziewczyna to skarb.-Ma rację.
-Dobra.-Powiedziałem naciskając klamkę.

---------------------
Według  obietnicy dodaje kolejny. Kolejny możliwe, że jutro ;)

1 komentarz: