-To jest cudownie. Kiedy ty to zrobiłeś.
-Kiedy gadałaś z Grześkiem. -Powiedział. Zbliżyłam się do niego i pocałowałam go bardzo namiętnie. Włożyłam w to wszystkie swoje uczucia. Pod koniec zabrałam mu kapelusz i zaczęłam z nim uciekać. Byłam o wiele szybsza w bieganiu po piasku, bo przecież gram w plażówkę. Ale Tomson okazał się sprytem przeskoczył przez mały płotek, który ja obiegłam i mnie złapał.
-Oddasz po dobroci ?
-Nie.-Powiedziałam chichrając się. Tomek wziął mnie jak pannę młodą i zaczął iść w kierunku wody.-Nie, nie zrobisz tego. Proszę postaw mnie z powrotem na piasku.
-A oddasz ?
-Tak.-Westchnęłam. Założyłam na jego głowę, kiedy szedł w kierunku plaży.
-Za karę chcę buziaka o tutaj.-Powiedział stawiając mnie i pokazał na swoje usta
-Dla mnie to sama przyjemność złączyłam ręce za jego szyją przyciągając go trochę. Jestem niższa od niego gdzieś o 10 centymetrów więc musiałam się wspiąć na palce.
Tomson objął mnie w pasie i jeździł dłońmi po moich plecach.
-Kocham cię okruszku.-Cmoknął mnie w nos.
-Ja ciebie też.-Wtuliła się we mnie.
-Stwierdzam iż genialnie całujesz.-Powiedział siadając do stołu i pociągnął mnie na swoje kolana.
*Dwa tygodnie później*
#Dom Sary#
Wróciliśmy już z Sopotu. Było tam wspaniale, tylko teraz zaczęło się cos psuć. Z Tomkiem widziałam się tylko dwa razy. Jak do niego dzwonie to nie odbiera. Na początku oddzwaniał, a później przestał. Może byłam dla niego tylko wakacyjną miłością. Nie widzieliśmy się już tydzień. Zero kontaktu. Dzisiaj grają w Wawie za godzinę, więc właśnie wychodzę. Na miejscu już było tłoczno, ale dopchałam się do samej sceny. Pół godziny później się zaczęło. Jak zwykle było genialnie. Pod koniec koncertu, jak chłopaki rzucali rzeczami złapałam ręcznik Wozza, co spowodowało, że na mnie spojrzał. Zdziwiony podszedł do Tomsona i powiedział mu coś na ucho, a ten spojrzał w moim kierunku i się uśmiechną. Nie odwzajemniłam tego.
*Tomson*
Kiedy Łozo powiedział mi, że jest tu Sara myślałem, że sobie ze mnie żartuje. Mój telefon wpadł mi do fontanny i nie mogłem odzyskać z niego numerów, a nigdy nie byłem u mojej dziewczyny w domu, więc nie wiem, gdzie mieszka. Ona pewnie teraz sobie myśli, że ją olałem. Kiedy się do niej uśmiechnąłem nie odwzajemniła tego. Co się dziwić, nie odzywaliśmy się do siebie ponad tydzień, ale po części to nie moja wina. Miałem nadzieję, że przyjdzie po autograf, wszyscy się dziwili, że poszedłem od razu. To chyba mój rekord. Wśród dziewczyn nie zauważyłem jednak Sary. Rozdawałem wszystkim autografy. Mając nadzieję, że jest gdzieś tam na końcu. Jednak się pomyliłem. Na końcu kolejki stała taka mała dziewczynka. Trzymała cos w swoich rączkach.
-Taka pani powiedziała, żebym ci to dała, bo uważa, że nie jest już jej.
-Ymm dziękuje.-Powiedziałem smutno. Czując, że zaraz się rozpłaczę.-Mówiła coś jeszcze ? Wiesz może gdzie ona poszła ?
-Wiem tylko, że płakała na waszym koncercie. Poszła w tamtym kierunku. Więcej nie wiem naprawdę.
-Dziękuje. Naprawdę.-Powiedziałem, a pierwsze łzy zaczęły kapać na barier. Przytuliłem ją. Dałem jej autograf i zrobiłem sobie z nią zdjęcie.
Później podszedł do mnie Wojtek
-I co znalazłeś ją.-Ja pokręciłem tylko głową.
-Jakaś dziewczynka mi dała. Dałem go Sarze, kiedy wracaliśmy do Warszawy. Ona uważa , że nie jest moją dziewczyną.-Rozpłakałem się na dobre.-Wojtula. Co ja mogę jeszcze zrobić.
-Nie wiem. Na prawdę nie wiem. Możesz mieć tylko nadzieje, że gdzieś ją spotkasz.-Poklepał mnie po ramieniu.-Odwiedź cię ?
-Nie, poradzę sobie. Nie martw się. Wróciłem do domu. Zobaczyłem w kącie longboarda. Przypomniało mi się, jak razem jeździliśmy. Jest pierwszą dziewczyną, jaką poznałem, która jeździ na longboardzie. Postanowiłem sobie pojeździć. Miałem bardzo blisko park, a tam skate-park. Na rampach była tylko jedna dziewczyna. Wow. Naucz mnie tego.
Nagle upadła. Podszedłem do niej.
-Wszystko w porządku ?
-Tak chyba tak.-Spojrzała na mnie.
-Sara ?!
-Miło, że pamiętasz moje imię.-Powiedziała wstając i idąc na kolejne rampy.
-Poczekaj. Daj mi to wyjaśnić.
-Trzeba było mi wyjaśnić, zanim zostaliśmy razem. Rozumiem. Chciałeś tylko wakacyjnej miłości. Zapomnij o mnie.
-Nie. Nigdy o tobie nie zapomnę. Wiesz, jak przez ten tydzień martwiłem się o ciebie. To był dla mnie koszmar.
-To trzeba było zadzwonić. Codziennie nagrywałam na twoją sekretarkę tysiąc wiadomości, a ty nie raczyłeś oddzwonić. Więc nie wciskaj mi kitu, że się martwiłeś. Bo w każdej chwili mogłeś po prostu zadzwonić.-Zaczęła płakać. Chciałem ją przytulić, ale zrobiła krok w tył.
-Nie mogłem ok. Mój stary telefon zniszczył się w fontannie i nie mogłem z niego żadnych informacji wydobyć. Chciałem przyjść do ciebie-nie wiem, gdzie mieszkasz, wysłać maila-nie znam twojego adresu.
-Ja przepraszam. Nie wiedziałam. Może jednak lepiej ci będzie beze mnie. Nie zasługuję na ciebie. Powiedziała siadając na betonie.
-To ja nie zasługuję na ciebie. Jesteś idealna. Proszę, dasz mi szansę ?
-Jeżeli ty dasz ją mi.
-Oczywiście. Kocham cię całym sercem . Tak bardzo, że nie wiem co robić, gdy nie ma ciebie obok.
-Też cię kocham.-Pocałowaliśmy się pierwszy raz od tygodnia. Bałem się, że jej już nigdy nie zobaczę, ale na szczęście myliłem się. Cudownie jest ją trzymać ponownie w ramionach. Móc się do niej przytulic, pocałować.
--------------
Mam nadzieję, że się podoba. Kolejny jutro, albo pojutrze ;)